Pireneje 10
Piątek, 8 sierpnia 2014
· Komentarze(1)
Kategoria Costa Bra. i Piren. 2014
Ruszam bardzo wcześnie z Carcassonn tutaj dopiero o 7 jest jasno. Pierwsza10 ok. Póżniej długi podjazd na przełęcz 250 m do góry. Szalony zjazd na dół, nie ma już winnic są pola słoneczników. Dojeżdżam do krainy Mide Pirenejs. Tankuję benzynę do kuchenki w Aldi kupuję dużą puchę ravioli z mięsem za 1 euro. Gotuję obiad robi się strasznie gorąco 39 stopni. W jakiejś małej miejscowości piękny basen cena 2 euro to tanio. 2 godz. Odpoczynku i schładzania organizmu. Dostaję email od Camil, że dostała gości i nie może mnie przyjąć. No cóż życie. Dojeżdżam do pięknego Foix to takie ich Zakopane. Zamek na grani robi niesamowite wrażenie nadal gorąco 34. Schładzam się w Macu i dostaję info od Camil , że jej dobry przyjaciel przyjmie mnie na noc mieszka w Saurat małej pirenejskiej vilage wiosce 21km w stronę Andory. Jest póżno śpieszę się bo w górach pstryk i ciemno. Widoki cudne. Jadę dosyć szybko 14 km i szukam drogi do Saurat, nagle na skrzyżowaniu jakiś czrnoskóry w busie volsvagen woła pologne cyclist im friends Camil z Saurat. Okazało się, że Wilfred gość nad goście trafił się w samą porę bo szarzało. Wilfred to kumpel tego u ktorego miałem spać. Mówi że załatwi 3 sprawy miasteczku i jedziemy na nocleg. Ładuję się do busa z rowerem, środek silnie hipisowski gitara wyrko głośniki . Jedziemy do Wila do domu jest ogrodnikiem musi podlewać regularnie cenne uprawy które ma na strychu. Pełen profesjonalizm zielonej hodowli. Instrułuje mnie jak i co i dlaczego. Mówi bardzo prostą wyrażną angielszczyzną nawet ja rozumiem większość. Jedziemy do Saurat 5 km pod górę rano zjechałem 50 na h to bym się wypompował. Wioska leży w bok od mojej trasy ale zjazd i nie ma problemu. W domu wita mnie gospodarz Nicolas, Jean i Roberto i pyta haus czy survival oczywiście biorę to 2. Idzie silna burza znowu mam szczęście bo zaczyna lać. Wchodzimy na ogromny strych, a tam miniatura namiotu cyrkowego w środku 3 wersalki gry wideo muza przyciemniane światła jakieś fajki wodne, wystrój odlotowy. Ok 23 jemy bardzo obfitą kolację, zakrapianą winem Merolot. Moi gospodarze palą takie dziwne skręty i są coraz weselsi i milsi. Wil ma zdolności językowe Tczew mówi bezbł. A w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie nieżle mu wychodzi. Pijemy śliwowicę irisch cafe i jemy sery dużo sera. Chłopaki stwierdzili koło 1.00 deszcz przestał padać idziemy do bistro. Jedyny lokal we wsi pełen ludzi. Śpiewają, tańczą grają w bilard, piłkarzyki itp. O 3 wracam z Nicolasem do domu reszta została. Rano na łóżkach same zwłoki nikt nie chce wstać a jest 9.00 robię sobie śniadanie, nadal nic piszę list podziękowanie i ruszam na trasę. Mam całą masę śmiesznych fot z tej imprezy potem wstawię.


Takiej imprezy się nie spodziewałem

Widoki zwalają z nóg podjazd też


Takiej imprezy się nie spodziewałem

Widoki zwalają z nóg podjazd też




