Wcześnie rano zapakowaliśmy manatki i ruszyliśmy do Straslund. Tam na bicykle i na trasę. Rower miałem solidnie obładowany. Po zwiedzeniu miasta, obok najdłuższego mostu w Niemczech wjechaliśmy na Rugię. Po kilku kilometrach stwierdziłem, ze jazda większą grupą to nie dla mnie odłączyłem się na trasę alternatywną. Wojtek był czujny jak ważka i załapał się ze mną. Pięknymi trasami ruszyliśmy w kierunku wschodnim wyspy. Dużo zieleni porażająca czystość , dużo ścieżek rowerowych to pierwsze wrażenia. Udało się do trzeć na sam cypelek w Thiessow. Wzdłuż wybrzeża do Selinn, gdzie znajduje się symbol wyspy molo. Obiekt widziany z wysokiej skarpy jest ładniejszy niż na widokówkach, trochę taki nierealny. Dalej wzdłuż wybrzeża pojechaliśmy do Hotelu znajdującego się tuż przed Sasnitz. Dotarliśmy przed 20.00.Bardzo pogodny choć chłodny dzień. Jazda z sakwami to już inna bajka stąd kaemy wlokły się dosyć znacząco.
Na rowerze jeźdżę od dziecka w wieku 9 lat pojechałem z kolegą do Pelplina 20 km rowerem na powrót zabrakło sił wróciliśmy pkp na gapę. Pierwszy był wagant potem Romet sport, 11 lat na Authorze Mystic , Autor Mission i moje marzenie wyprawowy Trek 920. W czasach studenckich sporo niskobudżetowych długich eskapad po Polsce. Teraz come back no i ta Europa stojąca otworem.
Kraje w których jeżdziłem na rowerku:
Anglia + Gibraltar, Czechy, Niemcy, Szwecja, Słowacja, Słowenia, Chorwacja, Gruzja, Armenia, Dania (Bornholm). Holandia (Amsterdam), Hiszpania, Francja, Andora, Maroko, Portugalia, Mołdawia, Rumunia, Włochy całe +(Sycylia) Watykan. Izrael, Palestyna.Cypr (dookoła), Grecja, Białorus, Litwa , Rosja.