Rano okazało się , że Andrzeja coś ostro pokąsało i nie były to komary i jeszcze gryzonie zeżarły pół chleba i tak mit Rambo runął. Rany były poważne i leczył je do końca wyjazdu. Dobrze , że bestiom chleb lepiej smakował niż Andrzej. Borżomi ładnie położone ale ubieganie się o zimowe igrzyska olimpijskie to gruba przesada. Po zwiedzeniu miasta ruchliwą drogą pojechaliśmy do Chaszuri. Typowe smętne miasteczko. Kolejny upalny etap. Dalsza doga do Gori bardzo ruchliwa i niebezpieczna. Spotkaliśmy hiszpanów jadących do Chin. Zdecydowali się na drogę dla wariatów tak jak i my , a było ciut niebezpiecznie, większość rowerzystów rezygnuje i jedzie marszutka.Kawałek autostradą było całkiem nieźle i trzeba było na niej pozostać bo lokalne dróżki takie sobie. Docieramy do. Gori zwiedzamy muzeum najsłynniejszego Gruzina Stalina. Jemy kebaby. Kawałek za miastem rozbijamy namioty (obaj) nad rzeką przy linii kolejowej. Miejsce bardzo piękne i urokliwe tylko te stalowe potwory. Kąpiel w rzece niezła. Po najdłuższym etapie noc umilały nam jadące co chwilę pociągi. A linia była magistralą.
Na rowerze jeźdżę od dziecka w wieku 9 lat pojechałem z kolegą do Pelplina 20 km rowerem na powrót zabrakło sił wróciliśmy pkp na gapę. Pierwszy był wagant potem Romet sport, 11 lat na Authorze Mystic , Autor Mission i moje marzenie wyprawowy Trek 920. W czasach studenckich sporo niskobudżetowych długich eskapad po Polsce. Teraz come back no i ta Europa stojąca otworem.
Kraje w których jeżdziłem na rowerku:
Anglia + Gibraltar, Czechy, Niemcy, Szwecja, Słowacja, Słowenia, Chorwacja, Gruzja, Armenia, Dania (Bornholm). Holandia (Amsterdam), Hiszpania, Francja, Andora, Maroko, Portugalia, Mołdawia, Rumunia, Włochy całe +(Sycylia) Watykan. Izrael, Palestyna.Cypr (dookoła), Grecja, Białorus, Litwa , Rosja.