Wiatrowe zmagania.

Dzisiejszy dzień zapamiętam długo. Tak wyczerpany byłem w zeszłym roku w dzikich Gorganach po 5 dniowej wędrówce po górach z ciężkim plecakiem. Ale od początku ruszyłem już przed 7 i pierwsze 40 km poszło w miarę gładko. Potem wschodni wiatr a jechałem na wschód nauczył mnie pokory. W Stężycy godzinę regenerowałem się na trawniku i dalej. Wiało pod górę z góry w lesie ciągły mordewind. Po 5 godzinach osłabłem na tyle, że nawet małe podjazdy były problemem. Banany i cytrusy nie pomagały wypiłem ok 6 litrów płynu i pewnie ze sportowym pozdrowieniem: 4 wypociłem. Dopierow Sobowidzu wiatr zelżał i kierunek na południe sprawił, ż e mogłem osiągnąć niebotyczną prędkość 20 km/h. W innej sytuacji warto zrobić postój nawet na kilka godzin, wieczorem wiatr ustaje niż kopać się z koniem. Jutro to skopanie poczuję z pewnością.
Dodam tylko, że ruch na drodze nikły ale podjazdów jak to na Kaszubach sporo wymagających.




